Story #1: Pożegnanie środy

f50161e05db9c5709c107ebbcc06ec1f
Kate Moss (zdjęcie: Fabrizio Ferri, 1993) / Źródło: tumblr.com

*

Zeskanowałam dzisiaj kolejny dzień tylko po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko co robimy, jest niewarte wszystkiego co dostajemy. Zakrzywiona i zagmatwana rzeczywistość unosi się ponad dachami siódmego piętra, uderzając mnie bardzo mocno w obolałe gardło. Mam na nim ślady zeszłonocnej eskapady pod znakiem prawie dwumetrowego mężczyzny, rozmiar stopy czterdzieści siedem.

**

Dachy wyglądały dziś na przygnębione, nic dziwnego, skoro wylewało się na nie sporo wody z szarego nieba. Szare niebo czasem przebłyskuje na fioletowo, ukazując swoje siniaki. Pięści widocznie wszechświat ma ogromne, skoro jest w stanie zrobić coś takiego.

***

Skanowałam dziś kolejne skrawki życia, czując jak obolałe serce szmera mi lewą pierś. Ono wie, że wszystko jest na opak. Że wciąż idę tą bardziej zawiłą i zarośniętą ścieżką, oddalając się od celu. Błądzę w ciemnościach dnia, potykam się o niskie przeszkody. Ślepnę od ciemności, gubię się przy pełnym słońcu.

****

Krótkometrażowe filmy z przeszłości nawiedzały dziś moją głowę. Odwiedzały dziś moją świadomość i podświadomość, karmiąc mnie złudzeniami. Były jak prawdziwe, namacalne, tuż obok mnie, trzymały mnie mocno za już prawie kościste ramiona. Czułam ich gorący oddech na lodowatej skórze mojej szyi.

*****

Nadmiar apetytu przeradza się w jego brak, po czym znów uderza mnie pełnią szczęścia w żołądek.

******

Wiem, że prędko się nie spotkamy. Widocznie życia nasze rozmijają się na autostradzie codzienności.

*******

Błądzę dziś w odmętach swojej głowy, rysując czarną kredką portrety nieznajomych mi ludzi na bladożółtych płótnach. W swojej głowie mam już październik, mam już ciemności panujące dookoła mnie, trzymającą mnie w ryzach jesień i pewność, że natura znów szykuje się do umierania.

********

Zielonooki chłopiec bawi się na placu zabaw. Jest sam. Wiatr rozwiewa jego jasne włosy. Zaciągam się papierosem i patrzę na niego. Wiem, że nigdy nie nadejdzie w moim życiu chwila, w której podejdę do takiego dziecka i zabiorę je do siebie do domu jak na matkę przystało.

*********

Dzwonek tramwaju nie otrzeźwił dziś mojej styranej głowy. Na próżno próbujecie mnie podporządkować. Nie tędy droga.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s