Text #2: Normal people scare me

9ed76d2fda59e81c0b2fd26019a83862
Kate Moss/ źródło: tumblr.com

Ostatnio dni płyną mi bardzo wolno. Godziny, minuty i sekundy przestały być ciasne, jak cipki nietkniętych jeszcze dziewic. Gatunku, który podobno się już nie rodzi. Zawieszam się w czasoprzestrzeni i nareszcie widzę, że czas jest w stanie płynąć jak chmury na niebie w bezwietrzny dzień. Chmury nie gnają jak idiotki przed siebie, niepostrzeżenie jednak wykonują ruch do przodu. Pogrążam się w myślach w napełnionym słońcem pomieszczeniu, gdzieś obok są leki na dręczącą mnie chorobę, wyłączony telefon i ta świadomość, że rozmięka mi przy okazji tyłek, jak niejednej lasce na widok małego kotka.

Gdyby nie zwolnienie lekarskie, pewnie nie olśniłoby mnie nagle w wieku dwudziestu paru lat. Zaprzątnięcie myśli tym, co powoli narastało przez kilka miesięcy, a co skutecznie codzienność wybijała mi z głowy. Otóż, moje wszelkie próby dostosowania się do otaczających mnie schematów, począwszy od rodziny, znajomych, obycia wśród ludzi, których nie znoszę, pracy i jakiegoś znaczenia w społeczeństwie, nie kończyły się dla mnie dobrze. Miałam (i mam nadal) dość tej gonitwy myśli, przeżuwanego żarcia wystrzeliwanego z prędkością światła z ust do jelit, aż do wyjścia na świat i spuszczenia w kiblu, pospiesznego liczenia forsy, minut do odjeżdżającego tramwaju, spotkania, maila, telefonu, dobrnięcia w sklepie do uroczej pani magister kasjerki, która szczerze nienawidzi tego, co robi. Odbijania się jak piłeczka od ludzi, ścian, miejsc, aż do pokracznego oglądania swojej coraz bardziej poszarzałej, jak papier toaletowy twarzy rano i wieczorem, z dodatkowym powiększaniem kolekcji siwych włosów.

Byłam (i jestem) tym zmęczona, czułam (i czuję) się źle, a przygnębienie skutecznie doprowadzało (i doprowadza) do codziennego zarycia twarzą o beton przed każdym wieczornym paciorkiem. Wymiociny stojące w gardle nagle wybiły w górę szybkimi salwami, jak fajerwerki w nowy rok, z hukiem budząc sąsiadów.

Wszystko fajnie, ale gdy ciało zaczyna się buntować, nic już więcej nie da się z siebie wycisnąć. Wszystko fajnie, ale gdy cel i to, co dostaje się w zamian przestaje Cię rajcować, to po co to sztucznie trzymać to przy życiu ? Życie fikcją to nie to, co chcę mieć.

Próba dążenia do wbicia się w tor normalności, przeciętności w pięćdziesięciu twarzach szarości, uginania się przed wszystkim i wszystkimi, nie zdała egzaminu. Bądź co bądź, dalej jeszcze jestem wdrożona w szare szeregi, jednak próba wysupłania się z nich już została podjęta.

Spróbowałam, posmakowałam, przeżułam i wyplułam. Takie życie jest nie dla mnie. Nie nadaję się, a ci, którzy tak żyją mnie przerażają. Dlaczego ja o tym ? Dlatego, że mimo wszystko, spróbuję przeprowadzić eksperyment, czy jest możliwe wykręcenie się z zaprzęgu i znalezienie tego, czego szukam.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s