Story #7: slow motion

tumblr_o1vmag3nll1r9tciko1_1280
źródło: tumblr. com

Biały kolor był lekko przytłumiony przez zapadający za oknem zmrok. Było już grubo po 16 albo 17 godzinie. Powoli otwierałam swoje powieki, rzucając wzrokiem na stojącą przede mną białą ścianę. Z każdej strony otaczała mnie ściana. Czułam, że leżę w jakimś kartonie dryfującym po spokojnym oceanie. Mruganie powiek coraz bardziej mnie usypiało.

Znów urobiłam się alkoholem i trochę za dużo zatankowałam. Wpakowałam w siebie szklanki wypełnione  brudnym barem, tanią zblendowaną whiskey, zbyt dużą ilością wódy, miętowymi papierosami, dwoma facetami, jedną blondynką i przyciasną sukienką, która wrzynała mi się w ciało. To wszystko podano na lodzie.

Przeleżałam cały dzień w łóżku, wyrywając się z sennych objęć co parę godzin na krótkie wizyty w toalecie. Tak, toalecie. Przecież nie powiem w kiblu, bo nie przystoi. Picie na umór przystoi takiej kobiecie jak ja, ale już używanie słów powszechnie używanych za obelżywe – nie.

Wybudzały mnie też sny nieerotyczne, nieestetyczne, nieelokwentne. Nie pamiętam dokładnie co to było, w każdym razie mogłam po raz kolejny przenieść się do innego wymiaru, gdzie byłam bardzo trzeźwa i porządna.

Samoloty przelatywały koło mojego okna.

Sąsiad z dołu znów tłukł swoją żonę.

Tramwaje odjeżdżały zgodnie z rozkładem.

Ktoś znowu poprzyciskał wszystkie guziki windy i zatrzymywała się ona na każdym piętrze po kolei. Tłukła się niemiłosiernie i drażniła zapewne tego emeryta spod pięćdziesiątki, który w momencie szału wychodził postukać laską w metalowe drzwi windy, jakby miało to przywołać ją do porządku. Przynajmniej stary mógł sobie ulżyć.

Wszystko toczyło się w slow motion, każdy kolejny obraz i dźwięk był jednocześnie tak blisko i tak daleko. Karton ze mną w środku dalej dryfował w nieznanym mi kierunku.

Naciągnęłam na siebie kołdrę i wtuliłam policzek w poduszkę.

Znów wykasowałam kolejny dzień z mojego życia, pozwalając alkoholowi zasiać spustoszenie w moim organizmie na jakąś dobę. Albo dwie. Uwielbiam zniszczyć się do cna, by później zmartwychwstać jak Jezus, którym przecież jestem.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s